sobota, 18 października 2014

5. gorączka - przyjaciel czy wróg?


Tegoroczna jesień nas póki co rozpieszcza. Słoneczne ciepłe dni, brak mrozów, mgliste poranki... No i te kolory! Naprawdę, nie pamiętam jeszcze takiego pięknego października. Jak dla mnie może być tak do Świąt Bożego Narodzenia, dopiero wtedy mrozy i śnieg i potem od razu wiosna ;) Może to i płonne nadzieje, porządek w przyrodzie w końcu musi być. Dni niedługo będą już bardzo krótkie, temperatura spadnie i.. no właśnie - pojawią się choróbska. Z racji kierunku moich studiów z chorobami powinnam być za pan brat. Wtłaczają nam niesamowite ilości wiedzy o mechanizmach, zapobieganiu, leczeniu... Ale może po kolei ;)



Gorączka jest fizjologicznym stanem naszego organizmu. Tak, dobrze czytacie - fizjologicznym, czyli absolutnie normalnym i pożądanym mimo wszelkich nieprzyjemności. Wszyscy wiemy jak to wygląda - łamie w kościach, gorąco, potem zimno, znowu gorąco, żyć się odechciewa, nawet leżeć w łóżku. Kupujemy tony paracetamolu lub innych leków zbijających temperaturę, zawijamy się w koce i wegetujemy. Chcemy się gorączki jak najszybciej pozbyć - katar zniesiemy, kaszel też, ale ta temperatura? Sio!

A jak to wygląda z drugiej strony? Jako ludzie mamy zdolność utrzymywania stałej temperatury ciała niezależnie od temperatury otoczenia. Miedzy wytwarzaniem i oddawaniem ciepła zachodzi dynamiczna równowaga i organizm jest bardzo wrażliwy już na niewielkie zmiany. W skrócie - nasz organizm ma tzw. set point, czyli preferowana temperaturę ciała, którą intensywnie próbuje utrzymać. W przypadku gorączki wszelkie mechanizmy termoregulacji są całkowicie sprawne, ale ten set point zostaje przestawiony na wyższy poziom. Może nie zwróciliście uwagi, ale w czasie gorączki zachowane są normalne reakcje na zmiany temperatury środowiska czy wysiłek fizyczny, są też dobowe wahania temperatury. 

O powstaniu gorączki decydują tzw. pirogeny, czyli substancje gorączkotwórcze. Występują pirogeny pochodzenia zewnętrznego jak i endogenne. Te pierwsze to np. składowe atakujących nas drobnoustrojów, rożnego rodzaju alergeny, toksyny itp. Ale posiadamy również w naszym organizmie pirogeny wewnętrzne stymulowane przez te wyżej wymienione. Znajdują się one w każdej tkance. Po zaktywowaniu uruchamiają cykl przeróżnych przemian, produkcji innych substancji, aby koniec końców wytworzyć gorączkę.

Na początku, w tzw. okresie wzrostu zaczyna nas trząść. To właśnie pirogeny oddziałują na nasz mózg i oszukują go, że jest nam zimno. Organizm uruchamia mechanizmy oszczędzania ciepła, aż w końcu pojawiają się dreszcze, które mają to ciepło wytworzyć. Oprócz takiej termogenezy drżeniowej pojawia się również termogeneza bezdrżeniowa, która za pomocą wydzielania odpowiednich hormonów też skutkuje wytwarzaniem ciepła. 

Po pewnym czasie, w okresie trwania, gorączka ustala się. Oznacza to, że temperatura naszej krwi osiągnęła ten nowy set point, o którym pisałam wyżej. Bilans cieplny organizmu jest już wyrównany, nie trzęsie nas z zimna. Skóra jest teraz zaczerwieniona, sucha i gorąca.

Teraz część, która mnie osobiście najbardziej zszokowała - podział. Wyróżniamy niniejszym:
- stan podgorączkowy (do 38 stopni!)
- gorączkę niską (38-38,5 stopnia)
- gorączkę umiarkowaną (38,5-39 stopni)
- gorączkę wysoką (39-40 stopni)
- oraz tzw. hiperpireksję (powyżej 41 stopni)



Według podręczników leki przeciwgorączkowe podajemy dopiero po osiągnięciu temperatury ciała wynoszącej 39 stopni. Do tego momentu gorączka jest stanem jak najbardziej pożądanym, zwalczającym infekcję i nie powodującym żadnych szkód w organizmie. Zaleca się, aby wcześniej nie faszerować się zbijaczami temperatury i dać szansę organizmowi na obronienie się samodzielnie. Wiadomo jednak, że istnieją przypadki, gdzie ta temperatura będzie dużo wyższa i zacznie stanowić poważne zagrożenie. Po przekroczeniu 40 stopni w niebezpieczeństwie jest nasz układ nerwowy, obserwuje się utraty świadomości, uszkodzenia tkanek aby powyżej 42 stopni definitywnie wykończyć wszelkie mechanizmy termoregulacji. Wtedy organizm się poddaje, a w mózgu zachodzą nieodwracalne poważne zmiany.



Gdy infekcja zostanie zwalczona lub leki przeciwgorączkowe zaczną działać wchodzimy w okres końcowy - okres zejścia gorączki. Zaczynamy się pocić, oddawać wszelkie nagromadzone wcześniej ciepło. Dla nas jest to oznaka zdrowienia. Naczynia skórne się rozszerzają, dostajemy rumieńców, skóra jest wilgotna i chłodna. Jednym słowem - wracamy do życia ;)

Może jeszcze wystąpić okres epikrytyczny. Ośrodki cieplne w mózgu są jeszcze lekko przewrażliwione, byle pirogen może je pobudzić. W tym okresie występują wahania temperatury. W ciągu dnia jest prawidłowa, czujemy się świetnie, aby pod wieczór znowu zapakować się do łózka.

Mimo tych wszelkich nieprzyjemności i faktu, że ogólnie gorączki nie lubimy, ma ona czasami swoje plusy. Jak już wcześniej wspominałam gorączka umiarkowana jest stanem pożądanym. Powoduje ona wzrost odporności organizmu na zakażenia wirusowe lub bakteryjne. Dzieje się tak dlatego, że w wysokiej temperaturze atakujące nas niewidzialne potwory najzwyczajniej w świecie giną. Pobudzone są też reakcje obronne organizmu, wydzielane są substancje bakteriobójcze, komórki zwalczające infekcję się mobilizują.




Oczywiście nie można też przesadzić. Gorączkę szybko narastającą powyżej 39 stopni lub bardzo długo utrzymującą się trzeba zbijać wszelkimi dostępnymi metodami. Stanowi ona bowiem ogromne obciążenie dla układu krążenia. Na każdy dodatkowy stopień akcja serca rośnie aż o 10-20 na minutę! Białka są niszczone, organizm się zakwasza. Oddech ulega przyspieszeniu. Zaburza się gospodarka wodno-elektrolitowa, działalność przewodu pokarmowego a w najgroźniejszym stadium dochodzi do uszkodzenia mózgu.

Nie da się więc jednoznacznie określić czy gorączka jest wrogiem czy przyjacielem. Ma swoje zalety, ale w skrajnych przypadkach potrafi narobić naprawdę wiele kłopotów. Także na ten zbliżający się okres zachorowań i przeziębień podchodźcie do tego z głową ;) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i dotarliście do końca. Starałam się wszystko opisać w jak najbardziej przystępny sposób, ale jeśli macie jakieś pytania - piszczie śmiało. Postaram się na wszystkie odpowiedzieć, w miarę moich możliwości oczywiście ;)


A teraz - zdrówka Wam życzę i cieszcie się tymi ciepłymi dniami póki są! :)




Oświadczam, że zamieszczone zdjęcia nie są mojego autorstwa i nie posiadam do nich żadnych praw. Nie wykorzystuję ich w celach zarobkowych. Wszystkie zostały zaczerpnięte z grafiki Google. Jesteś autorem i nie życzysz sobie takiej publikacji? Napisz - zdjęcie od razu zostanie usunięte.



15 komentarzy:

  1. Witaj Dominiko :) Jako, że jesteś studentką kierunku lekarskiego, mam do ciebie pytanie...mianowicie chciałabym się dowiedzieć jaki twoim zdaniem jest najlepszy lek na grype? W telewizji widzimy dużo tabletek z różnych firm i dziś trudno jest się jakoś w tym wszystkim znaleźć. Dzięki i super blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Anonimie, porady lekarskiej najlepiej jest zasięgnąć w gabinecie. Nikt nie udzieli Ci fachowej porady bez wcześniejszego badania. Tym bardziej nie chcę polecać żadnych leków - nie mam jeszcze takiej wiedzy, mogłabym poradzić Ci coś, co spowodowałoby bardzo nieprzyjemne skutki uboczne. Jeśli masz inne konkretne pytanie, to zapraszam do kontaktu ;)

      Usuń
  2. Ciekawy post. W sensie... jeszcze o niczym takim nie czytałam na żadnym blogu, lecz bardzo mnie wciągnęła lektura Twojego postu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój organizm potrafi przechodzić zapalenie płuc z temperaturą 36,6, ale innym razem z kolei jak mi wejdzie gorączka 39 stopni to nie mogę jej zbić przez kilka dni żadnymi środkami. To mi się wydaje dziwne. Co ciekawe, nigdy nie sądziłam, że stan podgorączkowy jest aż do 38 stopni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post!
    Nie miałam pojęcia o tym, że stan podgorączkowy jest aż do 38 stopni, poza tym nie wiedziałam, że należy brać tabletki zbijające gorączkę dopiero przy 39 stopniach. Dobrze wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię tego momentu, kiedy raz jest mi gorąco, raz mam ciarki, a jak mierzę temperaturę to mam 38,5 stopni.. Na szczęście odkąd biegam nie miałam gorączki, ani żadnego większego przeziębienia. Więc biegam dalej, na zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze uważam, że gorączka niesie z sobą wiele dobrego - można się pozbyć i odpocząć kilka dni, zwłaszcza jak ktoś jest mocno zabiegany :)

    OdpowiedzUsuń
  7. u mnie na szczescie narazie piekna jesien :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawy Tekst, w sumie wielu rzeczy na temat goraczki nie wiedzialam, dzieki:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jako biolog muszę pochwalić tak szczegółowo i rzetelnie napisany tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przydatny post :) Ciekawie zrobiony, z pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dość oryginalny pomysł na temat posta :) O czym docelowo planujesz pisać? Bo widzę dużą różnorodność :) Fajnie by było gdybyś podawała źródło informacji (z jakich książek/stron korzystasz) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie to blog lifestylowy ;) interesuję się modą, studiuję medycynę, więc posty będą zróżnicowane - trochę babskich przyjemności i trochę ciekawostek. dzięki za radę o źródłach - na pewno skorzystam ;)

      Usuń
  12. Bardzo przydatny wpis! Latem miałam grypę i straszną gorączkę... po 2 polopirynach temp. wynosiła 40 stopni

    OdpowiedzUsuń

bardzo dziękuję za Twój komentarz i poświęcony czas :) mam nadzieję, że blog Ci się spodobał i jeszcze kiedyś mnie odwiedzisz.. ;)