niedziela, 11 października 2015

29. Torby Wittchen w Lidlu, czyli czemu warto... spędzić sobotni poranek w domu.








W poprzednim poście wspomniałam o mojej przygodzie z torebką marki Wittchen nabytą w jednym ze sklepów Lidl. W zeszłym roku stoczyłam, podobnie jak tysiące innych osób, bój o skórzaną torbę w zaskakująco niskiej cenie. Producent zapewniał o perfekcyjnej jakości wyrobu, wzornictwo bardzo mi podpasowało, więc bez szemrania wstałam w sobotę o 6 i ustawiłam się w kolejce pod sklepem. Z perspektywy czasu okazało się jednak, że był to jeden z większych błędów, jakie popełniłam i nawet się nie spodziewałam, że może mnie to kosztować tyle nerwów. Ten wpis ma więc na celu ostrzeżenie wszystkich chętnych na tanie torby Wittchen by Lidl - oszczędźcie sobie tego problemu i spędźcie uroczy, sobotni poranek w domu.




front torby po roku - widoczne zdeformowanie

tył - zmarszczenia i zdeformowanie torby


Zakupiłyśmy z Mamą dwa modele - jedną, granatową "łódeczkę" ze skóry Saffiano i drugą, czarną z licowej. Pierwsza została zareklamowana już po miesiącu użytkowania. Popękały w niej całe rączki. Torba nie była używana codziennie i służyła głównie do noszenia portfela, kluczy, parasolki i drugiego śniadania - moja Mama jest dosyć drobną osobą i nie dałaby rady dźwigać ciężarów w torbie, która sama w sobie była bardzo ciężka. Gdy tylko rączki popękały, zanieśliśmy torbę do sklepu Lidl i od razu zostały nam zwrócone pieniądze. Tym samym potwierdzono fakt, iż była to wada fabryczna.



 
bok torby


komora główna - widoczne spękanie lakieru


większe odwarstwienie lakieru







Ja niestety nie miałam tyle szczęścia. Wybrałam czarną torbę z zameczkami, którą mogliście zobaczyć TUTAJ. To była moja pierwsza skórzana torba, wiec możecie sobie tylko wyobrazić z jakim namaszczeniem ją traktowałam. W końcu miała mi posłużyć na lata.Woziłam ją na przednim siedzeniu w samochodzie, chroniłam przed deszczem, czy śniegiem, raz w tygodniu czyściłam i nakładałam balsam do skór.. Przy którymś takim czyszczeniu, zauważyłam na komorze głównej torby małe pęcherzyki. Najpierw myślałam, że to jakieś zabrudzenie. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że to zbąblowany lakier... Jedna warstwa skóry najzwyczajniej w świecie zaczęła odłazić! Dokładniej przyjrzałam się całej torbie i zauważyłam, że skóra pokrywająca rączki jest całkowicie starta. Prześwituje jedynie szara warstwa materiału spod spodu.



zdarta skóra na rączkach

druga rączka

zbliżenie


Następnego dnia poszłam do Lidla, aby zareklamować torbę. Niestety kierowniczka sklepu odprawiła mnie z kwitkiem i wyraźnie dała do zrozumienia, żebym nie zawracała jej głowy takimi bzdurami. Dziwne, że był to ten sam sklep, w którym wcześniej rozpatrzono reklamację mojej Mamy... Zacisnęłam jednak zęby i wbrew wszelkiemu rozsądkowi poszłam do salonu Wittchen w łódzkiej manufakturze. W końcu powinno się reklamować towar tam, gdzie się go kupiło, a nie w salonie marki.. Jednak przyjęto moją reklamację. Standardowo czekałam 2 tygodnie na odpowiedź. Dzień przed wyznaczonym terminem dostałam telefon ze sklepu, że reklamacja została odrzucona. Bez żadnego wyjaśnienia czemu, ani odpowiedzi na liście. Ba, nie mieli nawet mojej torby! Gdy już dostałam pismo, a w nim wyjątkowo opryskliwą odpowiedź z działu reklamacji, musiałam czekać kolejne kilka dni, aby otrzymać torbę z powrotem. Czytałam na forach o tym, jak Wittchen traktuje swoich klientów, ale nie wierzyłam w to, dopóki nie przekonałam się na własnej skórze w jakim głębokim poważaniu mają ludzi, kupujących ich produkty.



zgłoszenie reklamacyjne - 1 strona

zgłoszenie reklamacyjne - strona 2

odpowiedź z Departamentu Jakości


Niewiele się namyślając, pojechałam do Rzeczoznawcy, aby jasno określił, czy powstała wada wynika z moich "zaniedbań", które zarzucił mi Pan w liście, czy była to jednak wada fabryczna. Po kilku dniach dostałam zaświadczenie, z którego jasno wynika, że jedyne zaniedbania w sprawie leżą po stronie producenta, a nie mojej. Torba jest po prostu bardzo słabej jakości, a użyta skóra - niepełnowartościowa.


opinia Rzeczoznawcy


Z decyzją rzeczoznawcy pojechałam prosto do Biura Rzecznika Konsumenta. Czekało mnie tam spore zaskoczenie.. Wittchen wcale nie powinien rozpatrywać mojej reklamacji! Tak jak przypuszczałam wcześniej, jedyną odpowiedzialną stroną w tej sprawie jest Lidl, który zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Nie wiem jacy specjaliści pracują w obu firmach, ale, albo nie znają swoich praw i obowiązków, albo, najzwyczajniej w świecie, próbują zrobić z klienta idiotę. Zostało wszczęte postępowanie - wysłano list do Lidla z prośbą o ustosunkowanie się do zarzucanych zaniedbań. Niestety - bez odpowiedzi. Nie zareagowali również na wysłane ponaglenie.


pismo z Biura Rzecznika Konsumenta

Walczę z reklamacją od 11.06.2015r. Dzisiaj mamy 11.10. i nadal nie mam żadnej odpowiedzi. Przez 4 miesiące próbuję odzyskać pieniądze, niestety bezskutecznie. Jeśli taki stan się utrzyma, planuję zgłosić sprawę wyżej. Większość osób na moim miejscu pewnie dałaby sobie spokój. Prawdopodobnie podniosą się głosy w stylu "sama jesteś sobie winna", "od razu było wiadomo, że będą badziewne" itp. itd. Ja jednak jestem idealistką, wierzę w sprawiedliwość i mam nadzieję, że tak duże i szanowane firmy jak Wittchen i Lidl wreszcie wezmą odpowiedzialność za swoje zaniedbania. A przede wszystkim zaczną szanować swoich klientów.

Jeśli więc zastanawiałyście się, czy 17.10 wstać wcześnie rano i stanąć w kolejce po torby.. Zastanówcie się jeszcze raz i dobrze przemyślcie, czy warto. Przyznam, że gdybym wiedziała, jak się sprawy potoczą, przenigdy bym tej torby nie kupiła. Mam nadzieję, że uda mi się tym postem ostrzec część z Was, aby zaoszczędzić Wam czasu, nerwów i pieniędzy.



wtorek, 6 października 2015

28. Pamiętniki z podróży, czyli wspomnienia z rajskiej wyspy Thassos.






Za oknami coraz zimniej i, mimo że ostatnie dni rozpieszczały nas słońcem i piękną, złotą jesienią, czuć, że to już naprawdę koniec lata. A jakie to było lato.. :) Początek był dosyć trudny - wyjątkowo wymagająca sesja dała mi się we znaki, ale na szczęście udało mi się ją pokonać w połowie lipca. Przerwałam na tydzień praktyki, żeby odpocząć trochę nad polskim morzem. Mielno to taki mój drugi dom, nigdzie nie odpoczywam tak, jak tam.




W połowie sierpnia poleciałam na Thassos. To miała być wielka wycieczka dla moich Rodziców, którzy w tym roku obchodzą 25lecie małżeństwa. Zgodzili się jednak zabrać ze sobą mnie i mojego M. Długo szukaliśmy dobrej oferty aż w końcu zdecydowaliśmy się na propozycję biura ITAKA. Wybraliśmy mały hotelik Kazaviti na najbardziej na północ wysuniętym cypelku wyspy. Hotel jest ***, z basenem. Najlepszy wybór z możliwych! Co 2 dni wymieniana pościel i ręczniki, duże pokoje i łazienka, balkon, wi-fi, pyszne śniadania... Jeśli zastanawiacie się, gdzie spędzić swoje wakacje na Thassos - polecam Kazaviti z całego serca.




Zdecydowaliśmy się na tygodniowy pobyt. Wylecieliśmy z Warszawy nad ranem i koło 15 byliśmy już zameldowani w hotelu. W sam raz, żeby się rozpakować, pójść na plażę i zaliczyć spacer po okolicy. Thassos jest naprawdę przepiękne. Nie bez powodu nazywane jest "szmaragdową wyspą" ;) Gdzie nie spojrzysz - woda, góry i las. Mam nadzieję, że chociaż trochę udało się to uwiecznić na zdjęciach.





Drugiego dnia wybraliśmy się na dłuższy spacer. Chcieliśmy skrótem dostać się do najbliżej położonego "miasta". Jak to ze skrótami bywa.. szliśmy ok. 2h w jedną stronę, błądząc po rozległych gajach oliwnych. Ma się wrażenie, że uprawianie drzewek oliwnych i potem produkcja oliwy to sport narodowy na Thassos. Oczywiście zaraz obok popołudniowej sjesty ;)




Wyspa jest idealnym miejscem na relaksujący pobyt z dala od codziennego zgiełku. Chcecie poimprezować, pochodzić po klubach itp.? Wybierzcie inne miejsce. Thassos to oaza spokoju. Nic, tylko położyć się na plaży i zarastać pajęczynką oraz od czasu do czasu "ochładzać się" we wspaniałym Morzu Egejskim. Z hotelu mieliśmy do plaży od 300m.. w każdą stronę. Cypelek ma to do siebie, że każda droga zaprowadzi cię do morza ;)




Skorzystaliśmy z dwóch wycieczek fakultatywnych - zwiedzania Filippi oraz Kavali na stałym lądzie oraz rejsu wzdłuż wybrzeża wyspy. Każda z nich miała swój urok, ale na drugiej bawiliśmy się zdecydowanie lepiej. Niemniej jednak warto było pojechać na obie - zawsze fajnie jest wynieść coś z pobytu w nowym miejscu, a pierwsza wycieczka sprzyjała poszerzaniu wiedzy na temat regionu i Grecji ogólnie.




Na jeden dzień wynajęliśmy samochód. Cała wyspa ma bowiem 100km w obwodzie, więc dało się ją objechać w kilka godzin. Udało nam się zobaczyć większość atrakcji, jakie oferuje wyspa - piękne plaże (Golden Beach i Paradise), stolicę wyspy - Limenas, monastyr Michała Anioła... Wtedy też trafiliśmy na rewelacyjną tawernę "Irene" - ogromne porcje, szeroki wybór, świeże ryby i owoce morza w bardzo przystępnych cenach. Po obiedzie dla 4 osób dostaliśmy deser na koszt firmy ;)





Ostatni dzień przeznaczyliśmy na plażowanie, spacery i powolne szykowanie się do wyjazdu. Z żalem żegnaliśmy się ze "szmaragdową wyspą". Wczasy były wyjątkowo udane i polecam wyspę każdemu, kto zmęczony codzienną gonitwą, szuka wytchnienia w pięknych okolicznościach przyrody :)






A teraz mała zapowiedź następnego postu.. Jak zapewne część Was już widziała - Lidl ponownie szykuje akcję z torbami Wittchen. Tutaj opisywałam swój bój o torbę w zeszłym roku. Tym razem jednak będę Was przekonywać, że dużo lepszym pomysłem na sobotni poranek jest.. zostanie w domu. Aby zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze. Zaciekawieni? Do zobaczenia w następnej notce! :)