piątek, 16 stycznia 2015

15. testowanie - Pharmaceris & L'Oréal




Ostatnio obrodziło mi w kosmetyki. I to dosłownie - mogłabym nimi niemalże handlować. Nowy rok rozpoczynamy więc intensywnym testowaniem. Spodziewajcie się mnóstwa recenzji :)




Poniedziałek okazał się być miłym początkiem tygodnia i to jedynie za sprawą paczuszki od Pharmaceris. W środku znalazłam kremową emulsję do ciała EMOLIACTI, CAPINON K 1% krem z witaminą K uszczelniającą naczynka, krem ochronny do twarzy SPF 20 LIPO-INTENSIVE oraz depigmentacyjne serum na przebarwienia ACIPEEL 3X





Zarówno krem na naczynka, jak i serum dałam do testowania Mamie, bo zdecydowanie bardziej odpowiadają jej wymaganiom niż moim. Póki co użyłam emulsji i kremu ochronnego tylko raz. Wiadomo, że pierwsze wrażenie już jest, ale pozostawię Was jeszcze trochę w niepewności - pełnej recenzji możecie się spodziewać pod koniec miesiąca.




Wczoraj za to, kurier zaskoczył mnie przesyłką od ofeminin, gdzie w tamtejszym Klubie Ekspertek zostałam wybrana do przetestowania serii Skin Perfection od L'Oréal Paris. W zestawie znalazł się krem udoskonalający i serum. Kosmetyki wg oryginalnego opakowania skierowane są dla kobiet w przedziale wiekowym 20-30lat, na opakowaniu polskim zmieniono ten zakres na 30. Czemu - nie wiadomo, ale zaufam pierwotnej etykiecie. 




Zarówno krem jak i serum są do stosowania rano, z tym, że ten drugi sprawdzi się także, jako kosmetyk na noc. Ogólnie są one na rynku już od jakiegoś czasu, ale producent dopiero teraz zdecydował się na poszerzenie dystrybucji na Polskę. Ceny póki co wahają się w granicach 50-70zł, jedynie w drogeriach internetowych. W obu przypadkach zachwyca graficzna strona - cieniowane szklane opakowania. Dzisiaj rano miały pierwszy test ;)




Jak widzicie trochę pracy przede mną, ale kim ja jestem żeby narzekać na tyle dobroci..? :)


Mam też do Was małą prośbę. Co sądzicie o zdjęciach na blogu? Co poprawić, co zupełnie zmienić, z czego zrezygnować..? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi, zwłaszcza za konstruktywną krytykę - aby się rozwijać, potrzeba zmian ;)



piątek, 9 stycznia 2015

14. nowości, czyli jak Bielenda zaczyna podbijać rynek



Cała blogosfera huczy o nowych liniach Bielendy, więc i ja nie pozostałam obojętna na te kosmetyki. Udało mi się zdobyć - rozchodzące się, jak ciepłe bułeczki - serum do twarzy z 10% zawartością substancji aktywnych i arganowy olejek do mycia twarzy z kwasem hialuronowym. Ten drugi ma niestety w składzie parafinę, ale mam nadzieję, że nie zaszkodzi mi jakoś bardzo. W każdym razie dziś wieczorem ostro zabieram się do testowania. Na pewno za jakieś 2-3 tygodnie podzielę się z Wami moimi wrażeniami i opinią.

Jednocześnie biorę udział w swoim pierwszym rozdaniu konkursowym u Basi. Do wygrania są świetne kosmetyki Vichy, więc naprawdę warto ;) Jednocześnie jest to rozdanie autorskie, bez stojącego za nią sztabu speców od reklamy i marketingu, więc tym bardziej miło jest wziąć udział. 


KONKURS - wygraj zestaw Vichy



Dla wszystkich zainteresowanych - dzisiaj ruszyła druga tura wyprzedaży w Zarze, obniżki sięgają już -50%. Mi się udało kupić okazyjnie płaszcz, na który długo polowałam. A Wy? Macie jakieś perełki, świetne łupy z tegorocznej wyprzedaży? :)


środa, 7 stycznia 2015

13. zużywamy, czyli moje styczniowe denko


Korzystając z ostatnich chwil wolnego, zanim sesja wciągnie mnie w swoje odmęty, postanowiłam się zebrać i zrobić ten post. Jak każdej kobiecie, zdarza mi się kupować kosmetyk na kosmetyk. Najpierw jest fajnie, cieszymy się z nowej rzeczy, a potem zaczyna brakować miejsca na półce.. Tak też się stało i u mnie. Wraz ze wzrostem zainteresowania samopielęgnacją, wzrosła ilość kupowanych przeze mnie kosmetyków. Dlatego zaczynam cykl "denko" - znany i lubiany w świecie blogosfery.




Styczniowe denko jest nastawione na pielęgnację. Zamierzam wykończyć dwa kremo-żele do twarzy, jeden peeling, krem do rąk oraz odżywkę w sprayu. Z podwórka aptecznego w zestawieniu znalazł się roll-on ograniczajacy nadmierną potliwość, a z kolorówki - znany wszystkim podkład. I to właśnie od niego zaczniemy:




Revlon Colorstay w kolorze ivory do cery tłustej i mieszanej. Mam co do niego bardzo mieszane uczucia. Jak widzicie, zostały resztki, wiec mogę już co nieco o nim powiedzieć. Na początku - rewelacja! Idealnie dobrany do mnie kolor, bez żółtych tonów, bardzo jasny. Jakby był stworzony dla mnie. Dobra konsystencja, genialne krycie i długotrwałe utrzymywanie się na twarzy. Po jakimś miesiącu zaczęły się jednak problemy... Wysuszanie, zapychanie, podkreślanie wszelkich niedoskonałości. Możliwe, że było w tym trochę mojej winy, zaniedbywałam pielęgnację, ale nie tego oczekuję od topowego produktu, aby niszczył mi cerę. Planuję jednak zrobić do niego drugie podejście, może na jesieni.




Czas na kosmetyk, który jest ze mną najdłużej - Clean&Clear głęboko oczyszczający kremowy żel do mycia twarzy. Nie mogłam się do niego przekonać ze względu na zawartość mentolu i charakterystyczne "szczypanie" po umyciu. Według producenta - "znak doskonałego oczyszczenia". To, że fantazję mają już wiemy, a jak z efektywnością? Skóra rzeczywiście jest oczyszczona. Wągry niestety nie giną, pory jak były rozszerzone tak są, a do tego pojawia się suchość. Przeciętniak.




Krem do rąk Isana z serii 5%UREA. Jak widzicie jest już na wykończeniu. Zawsze przecinam w ten sposób tubki, żeby mieć pewność, że zużywam produkt do końca. Krem jest bardzo gęsty, lekko woskowaty. Na pewno silnie nawilża i zmiękcza skórę - na silne mrozy idealny. Ale skóra po pewnym czasie się przyzwyczaja. Dodatkowo uporczywy jest długi czas wchłaniania.



Drugi kremo-żel z denka  - różowy BeBeauty z Biedronki. Wyjątkowo słaby kolega niebieskiego żelu micelarnego z tej samej serii. Podobnie jak różowy płyn - szczypie. Nie spodziewałam się tego po czymś "delikatnym". Niesamowicie podrażnia, dyskomfort utrzymuje się nawet przez pewien czas po zmyciu specyfiku wodą. Płyn odstawiłam w kąt, bo szczypanie jest nie do wytrzymania, ale żelowi dałam drugą szansę i sprawuje się przyzwoicie. Niestety tylko myje - żadnych dodatkowych zalet nie zauważyłam.



Peelingujący żel do twarzy Rival de Loop. Jego kremowego kolegę przedstawiałam już TU. Niestety tym razem obędzie się bez wychwalania. Efekt oczyszczania słaby, peeling jest bardzo delikatny. Ma fatalny, niby brzoskwiniowy zapach - przypomina w tym jakąś polską serię kosmetyków dla nastolatek, niestety nie pamiętam nazwy. Zapach drażni, rezultaty średnie - temu panu już podziękujemy.




Odżywka w sprayu do włosów ISANA. Drugi kosmetyk z rossmannowej serii w styczniowym denku. Tu jednak zachwytów będzie więcej. Produkt zawiera jedwab, ułatwia rozczesywanie i nie obciąża włosów. Ma delikatny zapach, odżywka jest przezroczysta. Dodatkowym plusem jest cena - można ją dostać w granicach 7-12zł w zależności od promocji. Polecam każdemu, kto naraża swoje włosy na termostylizację.


Na koniec antypotowy maluszek Etiaxil. Też mam go już pewien czas. Na początku stosowałam wg. zaleceń, obecnie jedynie co jakiś czas. Skutecznie eliminuje problem nadmiernego pocenia się i przykrego zapachu. Jestem z niego bardzo zadowolona, wyjątkowo wydajny kosmetyk, jak na takie gabaryty. Zakupiłam go w promocji na dniach Lifestyle w drogerii Super-Pharm. Polecam każdemu, u mnie na pewno zagościł na stałe.

To tyle z mojego styczniowego denka. Tzymajcie kciuki za moje opróżnianie półek.



Miłego dnia!



poniedziałek, 5 stycznia 2015

12. wyjście z jaskini


Nowy rok, latka lecą i nachodzi człowieka myśl,  żeby wreszcie  coś ze sobą zrobić,  ulepszyć… A jak już własny organizm daje nam kopa - czas najwyższy wziąć się za siebie. Takie to przyjemnie (i mniej) rozważania chodzą mi po głowie od paru dni. Otóż stuknie mi w tym roku 23, do szlachetnego ćwierćwiecza coraz bliżej... a ja nadal, jak dziecko we mgle. Docieramy tu do tytułowego wychodzenia z jaskini. Sprawa albowiem dotyczy pielęgnacji skóry,  a konkretnie twarzy. 

Mogłoby się wydawać, że jako 20kilkulatka mam już w małym paluszku idealną terapię dostosowaną do własnych potrzeb.  A gdzieżby tam! U kosmetyczki w życiu nie byłam, dermatolog widział mnie raz, jak coś mnie użarło i bolało, a kosmetykowe zakupy robię,  bo muszę. Skóra do tej pory mnie rozpieszczała, trądzik ani razu nie zawitał.. I tak się właśnie rozpuściłam jak dziadowski bicz. Ale wiadomo, nikt nie lubi być tak lekceważony - buzia wreszcie zaczęła mi się dawać we znaki. Od 2 lat biorę hormony (antykoncepcja), kolorówkę dobierałam na oko, co akurat ładnie reklamowali, a zamiast na kosmetyki do pielęgnacji wolałam wydać na ciuchy. A na twarzy zaczęły niepostrzeżenie pojawiać się intruzy. Najpierw zaskoczyło mnie uciążliwe przesuszanie w rejonie skrzydełek nosa, między brwiami i na czole. Niczym nie szło tego opanować.  Kremy nawilżające, Bambino, picie dużej ilości wody, złuszczanie... A suche skórki jak odstawały tak odstają. 

 Potem zwróciłam uwagę na małe rozsiane grudki. Ani to zaczerwienione, ani nie boli... A jest. I to jest coraz więcej. Dopiero ostatnio wyczytałam na mądrych stronach, ze to tzw. zaskórniki zamknięte. Ale na litość.. gdzie u takiego przesuszonego wiórka jak mnie trądzik i problemy z sebum?! Zupełnie mi to nie pasowało, gryzło się ze wszelkimi zasadami logiki - do czasu. Im głębiej grzebałam, tym więcej mi się w główce rozjaśniało. Trafiłam na szczęście na wiele życzliwych, znających się na rzeczy osób, które znacznie przyspieszyły moje opuszczanie jaskini.

Im więcej czytałam, tym bardziej zaczęłam się przekonywać, że wcale nie mam cery suchej (przesuszenie, ściągnięcie, szorstkość i swędzenie), a mieszaną. Obecnie z tendencją do trądziku zaskórnikowego i przesuszoną. Diametralnie zmieniło to cele moich kosmetycznych poszukiwań - już nie chodzi o nawilżanie tylko o natłuszczanie. Przejrzałam mnóstwo stron i blogów o danej tematyce i zawiesiłam oko na dwóch seriach, jednej z naszego polskiego podwórka. Zacznę jednak od początku.


źródło: laroche-posay.pl


Pierwszą serią kosmetyków proponowanych na moje problemy były produkty La Roche-Posay Effaclar - żel oczyszczający i krem duo(+) na niedoskonałości. Na wstępie powiem - nigdy w życiu nawet bym nie spojrzała na tak drogie rzeczy. Jestem z natury minimalistką, zawsze byłam przekonana, że za niską cenę też można znaleźć świetne kosmetyki, ale niestety - w tym wypadku się przeliczyłam. Przewartościowałam sobie pewne rzeczy, porównałam składy, efekty działania, a przede wszystkim ich kierunkowość. Poluję teraz na wyżej wymieniony zestaw w jakiejś dobrej cenie. Przyznam, że przespałam ostatnią fajną promocję na te kosmetyki w Super-Pharm, ale i tak nie była ona jakaś szczególnie powalająca. Ale nie ma się co dziwić, jak cena podstawowa za sam krem to 62zł... Znalazłam za to ciekawą ofertę jednej z aptek - niecałe 50zł za zestaw tych dwóch kosmetyków i chyba czeka mnie mała wycieczka.


źródło: eris.pl


Następne były kosmetyki Pharmaceris z Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris. Dziewczyny głównie polecały je ze względu na specjalistyczne, ukierunkowane linie produktów oraz efekty działania. Póki co nabyłam jedynie delikatny fluid intensywnie kryjący (odsyłam do promocji w Super-Pharm!), ale coraz bliżej zaczęłam się przyglądać ich kosmetykom pielęgnacyjnym. Zwłaszcza zainteresowały mnie dwa: kojący krem do twarzy OCTOPIROX oraz krem z 5% kwasem migdałowym. Ten pierwszy wydaje się być wprost stworzony dla mnie - zaskórniki, miejscowe świecenie się, no i to uporczywe łuszczenie. Kwasy z kolei poleciła mi koleżanka - kosmetolog, jako fajne rozwiązanie na noc.

Jak same widzicie był to dla mnie intensywny początek roku. Niektóre z Was pewnie uśmiechną się pod nosem ze względu na moje niedoświadczenie i radość z takich drobiazgów, ale dla mnie to naprawdę wyczyn. I wielki krok w samopielęgnacji i znajomości własnych potrzeb ;) Poluję teraz na jakieś próbki danych kosmetyków, żeby się z nimi zapoznać i zadecydować, który będzie dla mnie najlepszy.

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z wyżej wymienionymi kosmetykami? A może macie/miałyście podobny problem i pomogło Wam coś innego? Jestem świadoma, że wychodzenie z jaskini to długotrwały proces i chętnie nauczę się czegoś nowego i poczytam o Waszych przygodach z pielęgnacją.

sylwestrowy makijaż i fryzura


Buziaki i wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku! :)