niedziela, 10 maja 2015

22. Realash Eyelash Enhancer, czyli nadzieja dla rzęs



Równo 2 miesiące temu otrzymałam do testowania odżywkę Realash. Zgłosiłam się do konkursu na ich instagramie i dokładnie w Dzień Kobiet poinformowali mnie o wygranej. Widziałam kiedyś u znajomej efekty stosowania pierwszej tego typu odżywki i były naprawdę spektakularne, więc tym bardziej cieszyłam się z prezentu.


Serum nakładam na noc, malutką ilość. Dosyć szybko się wchłania, ale i lekko szczypie. Możliwe, że to efekt demakijażu oczu, bezpośrednio poprzedzającego aplikację. Na początku zauważyłam lekkie przyciemnienie miejsca nad linią rzęs, ale producent uprzedza o tym w ulotce. Po tygodniu nie było już śladu.

PRZED


Przez pierwszy tydzień stosowałam odżywkę codziennie. Prowadzę jednak dosyć nieregularny tryb życia, późno chodzę spać i czasem jestem zbyt zmęczona, żeby się zwyczajnie umyć, a co dopiero mówić o odżywkach i innych specyfikach ;) Dlatego była to kuracja przerywana. W kwietniu się jednak spięłam i obiecałam sobie, że co noc tę odżywkę nałożę. 

PRZED


Najpierw praktycznie nie zauważałam efektów. Później nagle zaczęły mi przeszkadzać.. własne rzęsy! Po umalowaniu i podkręceniu są tak długie, że po otwarciu szeroko oczu opierają mi się pod brwiami.

PO


Postanowiłam jednak pokazać Wam efekt na "gołych" rzęsach. Na tym mi najbardziej zależało - żebym mogła pozwolić sobie, od czasu do czasu, wyjść bez makijażu oczu. Myślę jednak, że jeszcze na to za wcześnie. Rzęsy są ciemniejsze i jakby gęstsze, ale to jeszcze nie to. Jestem świadoma, że efektu sztucznych rzęs nie osiągnę, ale planuję kontynuować kurację. Będę stosować odżywkę co 2-3 dni stopniowo ją odstawiając. Obiecuję, że podzielę się kolejnymi obserwacjami za następne dwa miesiące :)

PO

Podsumowując: rzęsy są ciemniejsze, grubsze, mniej wypadają. Są też dłuższe, ale dużo bardziej widać, to po wytuszowaniu ich. Czuję jednak pewien niedosyt.


Czy któraś z Was miała do czynienia z tego typu odżywkami? Jakie są Wasze odczucia? Piszcie! :)



piątek, 1 maja 2015

21. Ryłko, czyli słów kilka o moim ulubionym sklepie obuwniczym



W Ryłko kupuję już od ponad 10 lat, a moja Mama chyba jeszcze dłużej. Mamy w szafach chyba z kilkadziesiąt par. To obecnie jedyny sklep, który oferuje odpowiednią dla nas tęgość butów. W dodatku jest to obuwie skórzane, co jest dla nas niezmiernie ważne. Spotkania z plastikami kończą się w większości przypadków z krwawą jatką i pęcherzami. Dla bezpieczeństwa i komfortu wybieramy więc skórę naturalną.

Przez te 10 lat obserwowałam rozwój firmy. Rozmach z jakim projektują. Ich wizję i kwitnące pomysły. Od prostych fasonów (niekiedy - bez owijania w bawełnę - trumnioków*) i kolorów do ciekawego wzornictwa i pełnej gamy barw w najnowszej kolekcji. Nadal mam swoje pierwsze kaczuszki od Ryłko, trzymam je już tylko z sentymentu :)

Obecną kolekcję można na pierwszy rzut oka podsumować, jako color block. Dopiero przy dokładniejszym przeglądaniu katalogu zwracają uwagę modele, których jeszcze w Ryłko nie było. Jest to dla mnie zupełnie niespodziewany powiew świeżości w ich wykonaniu. Pozytywnym zaskoczeniom nie ma końca, bardzo się cieszę, że kontynuują otwieranie się na nowoczesne modele z sezonu jesień/zima.



Najpierw parę słów o tych kolorach. Z jednej strony - mocne uderzenie subtelnych pasteli, z drugiej - soczyste, mocne barwy. Na balerinach, różnej wysokości szpilkach. W zamszu i skórze licowej. Błyszczące i matowe. Takiej ferii barw Ryłko jeszcze nie widziało. Ja sama zdecydowałam się na delikatne liliowe baleriny. No po prostu skradły moje serce :)




Teraz czas na te świeżynki-ciekawostki. Laserowe wycięcia, podeszwa ukradziona z zimowych traperów, botki, które zgubiły noski lub część piętową... W tym sezonie szalejemy z fasonami. Wiosenne i letnie buty w polskiej odsłonie, to już nie tylko delikatne sandałki, klapki i beżowe czółenka. Wreszcie zaczynamy się bawić formą - i dobrze!






Drogie wielbicielki klasyki - nie martwcie się! Mimo tych szaleństw, Ryłko o Was nie zapomniało. W ofercie znajdziecie klasyczne szpilki z noskami w szpic, piękne niskie czółenka w stylu lat 50., przewygodne loafersy i miękkie sandałki. Wszystko jest jednak wyraźnie odświeżone, jakby młodsze i odważniejsze.

Naprawdę projektanci firmy się postarali. To wielka przyjemność widzieć taką przemianę marki, z którą czuję się poniekąd związana ;) Oby tak dalej, czekamy na kolekcję jesień/zima 2015 na równie wysokim lub wyższym poziomie.


 


zdjęcia są własnością marki Ryłko. post nie jest w żaden sposób sponsorowany.

*trumnioki - buty tak paskudne i tak niewygodne, że można je co najwyżej.. zakopać :)